TVP.pl Informacje Sport Kultura Rozrywka VOD Serwisy tvp.pl Program telewizyjny

Wypełnia mnie szczęście - rozmowa z Martą Żmudą Trzebiatowską

Wypełnia mnie szczęście - rozmowa z Martą Żmudą Trzebiatowską Data publikacji: 2018-04-05

Pół roku temu po raz pierwszy została mamą. Nie śpieszyła się z powrotem do pracy, bo na pierwszym miejscu stawia rodzinę. Od niedawna gra przebojową doktor Hannę Sikorkę w serialu „Na dobre i na złe”. Ta rola to spełnienie jednego z jej marzeń.

Jak się odnajdujesz w roli mamy? Zmieniło cię macierzyństwo?
Moje przyjaciółki mówią, że bije ode mnie fajny spokój. Trudno oceniać siebie, ale muszę przyznać, że czuję się cudownie w nowej życiowej roli. Wypełnia mnie szczęście, choć - jak wiadomo - macierzyństwo ma różne kolory. Nie jestem zwolenniczką opowiadania, że jest tylko różowo, bo są też troski, zmartwienia, niepokoje, lęki. Bilans jest jednak na plus. Mimo nieprzespanych nocy, mam dwa raz więcej energii i radości z życia, bo znalazłam jego nowy sens.

Przydaje ci się dodatkowa energia, bo wróciłaś do pracy, a twoja bohaterka w „Na dobre i na złe” jest bardzo aktywna i wszędobylska.
Taki jest na nią pomysł. Zapowiada się, że doktor Hanna Sikorka będzie wyrazistą postacią, co mnie cieszy. Czerpię olbrzymią radość z jej odkrywania. Wątki z udziałem Hani są bardzo ciekawie pisane, jest trochę konfliktów. Ma zatarg z Falkowiczem (Michał Żebrowski – przyp. aut.), który na początku nie będzie fanem jej talentu i poczynań. Gdy przyjęłam tę propozycję, poczytałam trochę informacji w internecie o bohaterach serialu i obejrzałam kilka odcinków. Przekonałam się, że Michał gra kultową postać; widzowie przepadają za osobowością Falkowicza i jego żartami. To nasze pierwsze zawodowe spotkanie; cieszę się, że razem pracujemy.

Twoja bohaterka nie dogaduje się także z serialowym Michałem.
Tu w grę wchodzi rywalizacja płci. Hania myśli, że - z uwagi na fakt, iż jest kobietą – wszyscy uważają ją za gorszego chirurga od Michała (Mateusz Janicki – przyp. aut.). Próbuje ze wszystkich sił udowodnić, że ma talent i wiedzę. Jest bardzo ambitna, będzie deptać po piętach Wilczewskiemu, by dowieść, że jest tak dobrym lekarzem jak on, a nawet lepszym.

Czy Hania znajdzie w szpitalu jakąś bratnią duszę?
Mam nadzieję, że w Leśnej Górze znajdzie się ktoś, z kim znajdzie wspólny język (śmiech)! Moja bohaterka lubi Rafała (Konrad Eleryk – przyp. aut.) i - wbrew pozorom - Michała. Z Wilczewskim łączy ją specyficzny rodzaj sympatii, ich relacje dobrze obrazuje powiedzenie - kto się lubi, ten się czubi.
Hania jest bez pamięci zakochana w swojej pracy. Ma określone cele zawodowe do zrealizowania i na tym się skupia. Być może w kolejnych odcinkach ktoś zagości w jej sercu, ale na razie poświęca się pacjentom.

Czy spotkałaś już na planie swojego małżonka – Kamila Kulę, który w „Na dobre i na złe” gra Szczepana?
Nie, jeszcze nie, ale to chyba dobrze. Gramy razem w teatrze. Musimy wymieniać się energią z innymi ludźmi.

Czy czujesz się już na planie „Na dobre i na złe” jak u siebie w domu?
To moje drugie podejście do serialu. Pierwszy raz zagrałam w nim gościnnie trzynaście lat temu. Zdjęcia powstawały w innym miejscu, ale część ekipy jest ta sama. Zrobiło mi się miło, bo kilka osób pamiętało mój epizod sprzed lat. Byłam wtedy studentką drugiego roku szkoły teatralnej, zagrałam w jednym odcinku, miałam trzy-cztery dni zdjęciowe. Z niektórymi ludźmi z ekipy spotykałam się przy okazji pracy na planie różnych filmów; środowisko filmowe nie jest takie duże. Nie miałam żadnego problemu z aklimatyzacją.
Ta rola to w pewnym sensie spełnienie moich marzeń, bo zawsze chciałam zagrać lekarza. Gdy pierwszy raz wzięłam udział w scenie operacji, dostałam dużo narzędzi i poczułam się jak dziecko w piaskownicy (śmiech). Lekarz, który jest konsultantem na planie, śmiał się, że żaden aktor nie zadawał mu tylu pytań, co ja. Chyba zostanę jego ulubienicą, bo wszystko mnie interesuje.

Wróciłaś już do pracy w teatrze?
Pod koniec marca zagrałam pierwsze spektakle. Wiosną zacznę pracę na planie filmu fabularnego, o którym nie mogę jeszcze wiele powiedzieć. To bardzo ciekawy projekt i świetne wyzwanie. Cały czas pracuję w dubbingu i Teatrze Polskiego Radia.

Nie rzuciłaś się w wir zawodowy od razu po urodzeniu dziecka, bo wolisz skupiać się na macierzyństwie?
Kocham swoją pracę i nie zamieniłabym jej na żadną inną, ale to rodzina jest dla mnie na pierwszym miejscu.

Masz jasno określone priorytety.
Słucham intuicji, nie umiem zrobić czegoś wbrew sobie. Steve Jobs powiedział kiedyś, żeby nie pozwalać szumowi opinii zagłuszyć głosu własnego serca. Bardzo podoba mi się takie podejście – zamierzam zawsze podążać swoją drogą. Życie nie trwa pięć minut, to bieg długodystansowy, a nie sprint. Trzeba, w miarę możliwości, dobrze rozłożyć siły i cieszyć się chwilami szczęścia, z jakich jest utkane.

Rozmawiał: Kuba Zajkowski

REKLAMA