TVP.pl Informacje Sport Kultura Rozrywka VOD Serwisy tvp.pl Program telewizyjny

Leśna Góra w szponach bliźniaków - rozmowa z Marcinem Zacharzewskim

Leśna Góra w szponach bliźniaków - rozmowa z Marcinem Zacharzewskim Data publikacji: 2018-12-03

Gra w „Na dobre i na złe” od ośmiu lat. W tym czasie jego rola przerodziła się z niewielkiej w znaczącą. Borys, w którego się wciela, niedawno został ordynatorem szpitala w Leśnej Górze, a niedługo odnajdzie brata. W tej roli widzowie zobaczą jego bliźniaka – Macieja Zacharzewskiego!

Wyobrażam sobie ciebie na Rynku Głównym w Krakowie. Siedzisz w ogródku restauracji, pijesz czerwone wino i nigdzie się nie spieszysz.
Lubię od czasu do czasu napić się czerwonego wina, więc twoja wizja jest całkiem realistyczna (śmiech). W Krakowie wolniej płynie czas, to fantastyczne miejsce do mieszkania. Przyjechałem tam z bratem po ukończeniu liceum, uczyłem się w prywatnych szkołach aktorskich SPOT i Lart StudiO, a potem w 2008 roku ukończyłem PWST. Osiadłem w Krakowie i bardzo mi z tym dobrze. To miasto mnie ukształtowało.

I pochłonęło? Jestem przekonany, że mógłbyś częściej grać w filmach i serialach, a skupiasz się - z wyjątkiem pracy na planie „Na dobre i na złe” - na występowaniu w krakowskich teatrach.
Moja piękna przygoda z krakowskimi scenami zaczęła się w Teatrze Starym, gdzie przed laty, jeszcze za czasów nauki w prywatnej szkole aktorskiej, zagrałem w spektaklu „Trzeci akt wg Szewców” Stanisława Ignacego Witkiewicza w reżyserii Jerzego Jarockiego. Miałem wielkie szczęście, że dostałem taką szansę, bo spotkałem wtedy wielkich aktorów - Krzysztofa Globisza i Jerzego Trelę, z którym mam przyjemność współpracować także teraz w Teatrze Scena Stu (spektakl „Wariacje Tischnerowskie. Kabaret filozoficzny” - przyp. aut.). Od nich nauczyłem się najwięcej, to moi mistrzowie, którzy ciężko pracują w teatrze i nigdy nie przepychali się łokciami. Robią swoje i to świat zwraca się do nich. Taka droga jest mi bliska.

Zawsze miałeś takie podejście?
Kilka razy zachłysnąłem się jakimś sukcesem, a potem byłem sprowadzany na ziemię i tylko scena trzymała mnie przy życiu. Teatr Scena Stu mieści się niedaleko Wawelu, gdzie jest czakram, który mnie przyciąga i daje poczucie stabilizacji. W aktorstwie piękne są tylko chwile, które zostają we mnie i widzach. Nie ma znaczenia, czy gram małą, czy dużą rolę, zawsze staram się tak samo. Obserwuję i wyciągam wnioski, bo życie jest po to, żeby pracować nad sobą i się rozwijać. Kiedyś byłem niepokorny, teraz przyjmuję wszystko, co przyniesie mi los. Mam wspaniałą rodzinę, teatr. Już się nie napinam.

Twoja pokora jest widoczna na przykładzie roli w „Na dobre i na złe”. Na przestrzeni lat z niewielkiej na oczach widzów przerodziła się w znaczącą. Borys niedawno został ordynatorem szpitala w Leśnej Górze.
Od ośmiu lat wykonuję zadania, które otrzymuję od scenarzystów i reżyserów „Na dobre i na złe”. Ta rola jest zlepkiem moich doświadczeń, przeżyć, wzlotów i upadków. Uwielbiam pracować z Michałem Żebrowskim, który wywodzi się ze starej szkoły aktorskiej, jak Globisz czy Trela. On nie odcina kuponów, zawsze podkręca sceny i daje wyzwania, z którymi trzeba się mierzyć. Jest mistrzem puent, wymyśla różne teksty dla swojego bohatera. Scenarzyści podchwycili jego pomysły, spodobało im się takie kreatywne podejście i razem zbudowali Falkowicza, który jest niezwykle barwną postacią. Michał zauważył, że podejmuję jego grę, że się nie daję i dobrze nam się współpracuje. Borys ma bardzo duży potencjał, z czasem nabrał charakteru. Staram się, żeby był kolorowy i nieoczywisty. Gram komediowo, co stanowi wesoły kontrapunkt do innych postaci. Może scenarzyści to dostrzegli i dlatego rozbudowali mój wątek?

Co wydarzy się w kolejnych odcinkach serialu?
Borys podjął już kiedyś próbę zbudowania związku, która się nie powiodła, teraz przyszedł czas na kolejną. On potrzebuje stabilizacji osobistej, musi mieć punkt zaczepienia, żeby być dobrym ordynatorem i w spokoju zarządzać szpitalem, a pojawi się sporo problemów. Będzie ścigał w Leśnej Górze Sikorkę (Marta Żmuda Trzebiatowska – przyp. aut.). Przed nim trudne zadanie, bo zmierzy się o jej względy z Michałem (Mateusz Janicki - przyp. aut.). To będzie walka z konkurentem, samym sobą i światem, ale Borys ma jasno określony cel. Kolumb nie wiedział, gdzie płynie, mój bohater wie (śmiech).

Masz brata bliźniaka. Jesteście podobni jak dwie krople wody. Czy miałeś kiedyś zakusy, żeby zastąpił cię na planie?
Nie tylko zakusy, taka sytuacja miała miejsce między innymi na planie „Na dobre i na złe”. Z Krakowa do Warszawy jest daleko, jeśli pociąg stanie w połowie drogi, nie ma szans, żebym przyjechał na czas na plan. Coś takiego mi się przytrafiło - zerwała się trakcja i ustaliłem z produkcją, że zastąpi mnie Maciek. Zagrał w kilku scenach operacji. Miał kitel, maskę i czepek, widać było tylko oczy, głos się zgadzał. Rozmawiał wtedy o współpracy w większym wymiarze…

… i doszedł z producentami do porozumienia?
Małymi kroczkami doszliśmy do meritum naszej rozmowy (śmiech). Tak, mój bohater odnajdzie brata bliźniaka, którego zagra Maciek. Cieszę się, że mój brat dołączył do obsady, bo teraz będziemy mogli razem manipulować całym szpitalem! Ten wątek otwiera nowe możliwości dla scenarzystów, reżyserów i aktorów. Michał Żebrowski jest zachwycony. Gdy mu powiedziałem, że teraz będziemy go robić w konia, zobaczyłem błysk w jego oku. Pewnie już szykuje się na starcie z nami i wymyśla kąśliwe riposty (śmiech).

Czy spotkaliście się już z Maćkiem na planie?
Mieliśmy już wspólne sceny. Praca z Maćkiem jest dla mnie trudna, bo się za niego denerwuję. Obaj mówimy sobie przed ujęciami, jak mamy zagrać, a potem się oceniamy. Granie z nim przypomina patrzenie w lustro. Nakręcamy się na tę współpracę, mamy mnóstwo pomysłów, co może wydarzyć się w naszym wątku. Gdy spotykamy się na planie, nie możemy przestać mówić. Razem stanowimy absolutne dopełnienie, które wytwarza dodatkową wartość twórczą. Chcemy w serialu zostawić swój ślad, pobudzić wyobraźnię widzów, żeby mieli przyjemność z oglądania nas na ekranie. Wiele wskazuje na to, że Maciek będzie grał złego bliźniaka, co jest dla mnie ciekawe, bo to ja częściej wcielam się w negatywne postaci.

Wygląda na to, że niedługo ze szpitala w Leśnej Górze nie zostanie kamień na kamieniu...
Nie mogę tego wykluczyć (śmiech). Jestem wdzięczny producentom i scenarzystom, że mi zaufali i dali szansę. Cieszę się, że po tylu latach otwierają się przede mną takie perspektywy. To jest dobry czas, teraz mogę coś od siebie dać, przekazać, wcześniej byłem za młody. „Na dobre i na złe” to moim zdaniem najlepszy serial emitowany w polskiej telewizji, który od lat trzyma poziom. To niesamowite, bo przed laty, gdy byłem nastolatkiem, oglądałem go w domu w Elblągu.

Gdy kształtowała się obsada „M jak miłość”, zadzwonił do nas ktoś z produkcji z propozycją zagrania bliźniaków. Byliśmy w klasie maturalnej, przeszkodą była odległość do Warszawy i ostatecznie nie podjęliśmy rozmów. Teraz zagramy razem w „Na dobre i na złe”. Widocznie tak miało być.

Rozmawiał: Kuba Zajkowski

REKLAMA