TVP.pl Informacje Sport Kultura Rozrywka VOD Serwisy tvp.pl Program telewizyjny

Dobrze mi z aktorstwem - rozmowa z Marcinem Urbanke

fot. Artrama Data publikacji: 2019-10-30

Jego wielką pasją jest taniec, trenował lekkoatletykę, a zanim dostał się na wydział aktorski AST w Krakowie, studiował na dwóch innych kierunkach. Jest ambitny i nigdy nie odpuszcza, tak jak Tadeusz, którego będzie grał w „Na dobre i na złe”.

Kiedy ostatnio rzucałeś oszczepem?
Przed rozpoczęciem studiów aktorskich. Początkowo chciałem biegać, ale trener na mnie spojrzał, dał mi piłkę do tenisa i powiedział, żebym rzucał. Nie wiedziałem, o co mu chodzi, ale wykonałem jego polecenie (śmiech). Potem powiedział, że będę rzucał oszczepem. Tak to się zaczęło. Skakałem też wzwyż, bo byłem skoczny, a nasz klub miał braki kadrowe. Startowałem w zawodach, ale nie mogę się pochwalić żadnymi spektakularnymi osiągnięciami.
    Rzucałem oszczepem w czasach studiów na Uniwersytecie Śląskim w Katowicach; uczyłem się wtedy na kierunku komunikacja promocyjna i kryzysowa ze specjalizacją rzecznictwo prasowe. Wcześniej krótko studiowałem także na wydziale teologii.

Teologii?
Wychowałem się w rodzinie katolickiej i religia była dla mnie jednym z najważniejszych przedmiotów w szkole. Niestety katecheci, zamiast przybliżać nas do wiary, uczyli matematyki duchowej, co do dziś bardzo źle wspominam. Pomyślałem, że chciałbym być ich przeciwieństwem, więc poszedłem na teologię. Szybko zrezygnowałem, bo okazało się, że rynek pracy dla katechetów jest niepewny, a studia teologiczne opierają się na wkuwaniu regułek. Postanowiłem więc zrewidować swoje plany.

Dwa kierunki studiów, sport. Wygląda na to, że aktorstwo nie jest twoją pierwszą miłością.
Nie mogę, jak niektórzy moi koledzy i koleżanki, powiedzieć, że od najmłodszych lat interesowałem się aktorstwem i występowaniem w szkolnych teatrzykach. Pierwszy raz pomyślałem, że mógłbym uprawiać ten zawód, gdy miałem dziewiętnaście lat. Poznałem w internecie dziewczynę, która okazała się być aktorką. Gdy opowiedziała mi o szkole teatralnej, pomyślałem, że to idealne miejsce dla mnie. Zajęcia z szermierki, taniec, basen. Brzmiało jak darmowe wakacje. Ostateczną decyzję podjąłem po rozmowie z moją babcią, która mówiła, żebym uważał, bo na aktora nie czeka nic innego poza kobietami, alkoholem i narkotykami. To była najlepsza reklama (śmiech).

Jak wyglądało zderzenie wyobrażeń z rzeczywistością?
Okazało się, że jest dokładnie na odwrót. Nie ma żadnych wakacji, jest za to mnóstwo pracy. To połączenie studiów dziennych, zaocznych i wieczorowych. Pierwsze dwa lata były bardzo intensywne. Miewałem wątpliwości, ale się zawziąłem i zostałem absolwentem Wydziału Aktorskiego Akademii Sztuk Teatralnych w Krakowie. Moi rodzice pochodzą z gór, pewnie po nich odziedziczyłem ten upór.


Czy jesteś zadowolony z tego wyboru?
Nie nachodzą mnie myśli, że mógłbym, czy powinienem zajmować się czymś innym.  Dobrze mi z aktorstwem - mam poczucie, że jestem tu, gdzie powinienem być.

Niebawem rozpoczniesz kolejny etap tej pięknej przygody. Dostałeś rolę w serialu „Na dobre i na złe” i dasz się poznać szerszej publiczności.
Wcześniej grałem w etiudach studenckich, po drodze było kilka epizodów, między innymi w serialu „Ślad”. Tadeusz, którego gram w „Na dobre i na złe”, to moja pierwsza duża rola. Cieszę się, że tak wyszło, bo ta postać mi się podoba i mnie intryguje. Tadeusz na pewno spodobałby się też mojej babci Krystynie, która często mi powtarzała, że powinienem zostać lekarzem.

Dlaczego ta postać ci się podoba?
Tadeusz jest ambitny i nigdy nie odpuszcza - lubię takich ludzi i sam próbuję taki być. Mój bohater wybierze staż w szpitalu w Leśnej Górze, bo to renomowana placówka, gdzie pracują znakomici fachowcy, choćby Bart (Piotr Głowacki – przyp. aut.), który jest jego idolem. Zamierza zostać neurochirurgiem i rozwijać innowacyjne metody leczenia komórkami macierzystymi. Bardzo szybko będzie chciał prowadzić swój program badawczy. Ma w sobie pierwiastek geniusza; jest dobry w tym, co robi.
    Doświadczeni lekarze będą na niego patrzyli z przymrużeniem oka, jak na kolejnego młokosa, który myśli, że zmieni świat. Zobaczymy, czy Tadeusz pozostanie niezłomny i się nie podda, czy z czasem jego entuzjazm osłabnie. Ma silny motor napędowy; na pewno będzie walczył z całych sił.

Co go motywuje do działania?
Jego była dziewczyna Kazia (Zuzanna Lit – przyp. aut.), która uległa wypadkowi i została przykuta do wózka inwalidzkiego. Szczegółowe okoliczności tego zdarzenia widzowie poznają później, ale jedno jest pewne – mój bohater pośrednio się do niego przyczynił. Tadeusz za wszelką cenę będzie próbował naprawić swój błąd i pomóc Kazi, która także będzie na stażu w Leśnej Górze. Ze względu na nią wybrał specjalizację, interesuje się innowacyjnymi metodami leczenia i jest skory do podejmowania ryzyka. Wszystko robi dla niej. Ma swoją księżniczkę na wierzy w postaci wózka inwalidzkiego i próbuje ją stamtąd wyciągnąć. Chce ją wyleczyć i naprawić z nią relacje, mimo że – co jest całkowicie zrozumiałe – Kazia nie będzie do niego przychylnie nastawiona. Kibicuję, żeby mu się udało.

Jak się czujesz na planie „Na dobre i na złe”?
Od razu poczułem się tam jak członek rodziny. Na planie nie ma rutyny i pracy od niechcenia, mimo że serial powstaje od dwudziestu lat. Cieszę się, że trafiłem właśnie w takie miejsce.
    Oglądałem „Na dobre i na złe”, gdy w obsadzie byli jeszcze Małgorzata Foremniak, Artur Żmijewski, Krzysztof Pieczyński czy Jolanta Fraszyńska, która pochodzi z moich rodzinnych Mysłowic. To dość dziwne uczucie przychodzić na plan serialu, który oglądałem, nie myśląc jeszcze o aktorstwie.

Oprócz aktorstwa, interesujesz się tańcem. Czy zamierzasz rozwijać się w tym kierunku?
Bardzo bym chciał. Taniec to naturalny lek, remedium na codzienność. Gdy tańczę, przestaję myśleć, puszczam się w ruch i znajduję wewnętrzny spokój. W gimnazjum tańczyłem breakdance, a na studiach aktorskich potrafiłem godzinami improwizować do najróżniejszej muzyki. Teraz tańczę czasami w piątkowe lub sobotnie wieczory, bawię się formą i szukam ukojenia. Mam nadzieję, że jeszcze będę miał możliwość rozwinąć się w tym kierunku. Wszystko w moich rękach. Polecam twórczość Piny Bausch. Bo to ona była moją pierwszą taneczną miłością. Za pomocą ruchu przepięknie opowiadała o człowieczeństwie.

Rozmawiał: Kuba Zajkowski

REKLAMA