TVP.pl Informacje Sport Kultura Rozrywka VOD Serwisy tvp.pl Program telewizyjny

Pozwalam zaskakiwać się życiu - rozmowa z Zuzanną Lit

fot. Artrama Data publikacji: 2019-10-30

W zeszłym roku ukończyła Łódzką Filmówkę i od razu rzuciła się w wir pracy. Grała m.in. w serialu „Stulecie Winnych”, a teraz w „Na dobre i na złe" gra Kazię. Jej bohaterka chce zostać lekarzem, mimo że porusza się na wózku inwalidzkim.

Masz dzisiaj urodziny! Wszystkiego najlepszego, dużo zdrowia i spełnienia marzeń. Czego jeszcze mogę ci życzyć?
Inspirujących spotkań zawodowych. Żebym mogła praktykować uprawianie aktorstwa, a nie aktorstwo uprawiać. To duża różnica. Praktyka to chęci i brak przymusu. Tego możesz mi życzyć. Jestem głodna tego zawodu, mam apetyt na więcej i niech tak zostanie.

A nie chciałabyś zagrać w filmie Paolo Sorrentino?
To było jedno z moich marzeń na etapie studiów, od tego czasu wiele się wydarzyło. Teraz uważniej wypowiadam życzenia. I wiesz co jeszcze? Nie oczekuję, tylko pozwalam  zaskakiwać się życiu.

Jakie filmy lubisz najbardziej?
Z tymi ulubionymi filmami jest tak, że się do nich wraca. Lubię „Pociąg” Jerzego Kawalerowicza i, uwaga, trzymaj się krzesła, bo może być śmiesznie - „Panny z Wilka” Andrzeja Wajdy. Bardzo często wracam do „Między słowami”, „Debiutantów” i oczywiście klasyki Disneya.

Lubisz oglądać bajki? Poważnie?
Jak najbardziej! Uwielbiam te, które oglądałam, gdy byłam dzieckiem. W końcu jakby na to nie patrzeć, to mój pierwszy elementarz wyobraźni.

Pewnie wracasz także do „Na dobre i na złe”, bo to przecież twój ulubiony serial (uśmiech).
Z tym serialem wiąże się ciekawa historia. Gdy dostałam się na wydział aktorski (PWSFTViT w Łodzi – przyp. aut.), moja przyjaciółka, która obecnie kończy medycynę, powiedziała mi: Możesz iść na aktorstwo, ale pod jednym warunkiem. Musisz kiedyś zagrać panią doktor w „Na dobre i na złe”. Od naszej rozmowy minęło pięć lat. Gdy dowiedziałam się, że dostałam rolę w tym serialu, od razu do niej zadzwoniłam i mówię: Patrz, wykrakałaś! Niech tak kracze dalej (śmiech).
    Ta rola to dopełnienie telewizyjnego roku. W ciągu ostatnich dwunastu miesięcy żyłam głównie w pociągach i na planach filmowych. Grałam w „Stuleciu Winnych” „Zakochanych po uszy”, „Śladzie”, a teraz dołączyłam do obsady „Na dobre i na złe”. To sporo jak na debiutantkę, która rok temu skończyła szkołę. Spotykam różnych reżyserów o różnej wrażliwości i sposobie komunikowania się. Każda z postaci, które gram, jest inna. Nie ze wszystkiego jestem zadowolona, miewam aktorskiego kaca, czegoś nie dopilnuję, o coś nie powalczę, ale pod koniec dnia powtarzam sobie: praktykuj, praktykuj. I tak właśnie robię - praktykuję.

Czym wyróżnia się Kazia, którą grasz w „Na dobre i na złe”?
Bardzo przypomina mi Martynę Wojciechowską, tylko taką na obcasach. Chciałabym ją tak prowadzić. Moja bohaterka szuka kolejnych wyzwań, co jest tym bardziej ciekawe, bo w jej życiu wydarzył się wypadek, z którego konsekwencjami musi borykać się na co dzień. Kazia jeździ na wózku inwalidzkim; jest niepełnosprawna bardzo krótko - mniej więcej pół roku. Niby odnajduje się w nowej rzeczywistości, ale jeszcze się z nią nie pogodziła.
    Bezcenne były spotkania z moimi wspaniałymi konsultantkami, które wprowadziły mnie w rzeczywistość osób niepełnosprawnych.

Jak Kazia będzie radzi sobie w szpitalu?
Pojawiła się w Leśnej Górze jako pacjentka, a została w szpitalu w zupełnie innej roli. Doszło do tego dzięki Bartowi (Piotr Głowacki – przyp. aut.), który dostrzegł w niej potencjał i zaproponował jej staż. Nie wszyscy w szpitalu akceptują Kazię, część osób traktuje ją jak eksperyment czy maskotkę, ale dość szybko uda jej się przekonać niedowiarków, że trafiła tam nie dlatego, że jeździ na wózku, tylko dlatego, że jest bardzo zdolna.
    Ona nie jest typem słodkiej postaci, która uśmiecha się od rana do wieczora. Nie jest ozdobą, kwiatuszkiem czy cukiereczkiem, tylko kobietą, która ostro formułuje myśli. Takie oblicze pokaże na początku, w kolejnych odcinkach widzowie zobaczą jej wrażliwą stronę. Wiele sprzecznych uczuć będzie w niej wywoływał Tadek (Marcin Urbanke – przyp. aut.), z którym łączy ją wspólna przeszłość. On też będzie na stażu w Leśnej Górze.

Bardzo ciekawa rola!
Mam nadzieję. Byłoby wspaniale, gdyby widzowie po obejrzeniu „Na dobre i na złe” pomyśleli, jadąc do pracy, wchodząc do tramwajów, sklepów i parków, czy Kazia mogłaby się tam poruszać. Zadali sobie pytanie, czy to miejsce jest dostosowane do potrzeb osób niepełnosprawnych? Taka refleksja byłaby super.
 
Mam wrażenie, że całkowicie pochłania cię aktorstwo.
Bo to moja pasja! Interesuje mnie człowiek, jego słabostki, relacje z innymi ludźmi. Szukam inspiracji, obserwuję, poszukuję, przeżywam i zbieram emocje. Od aktorstwa odrywam się podróżując. Zakochałam się w Azji, wracam do niej regularnie od pięciu lat. Tam przeżyłam swoją pierwszą samotną podróż.

Nie bałaś się sama polecieć na drugi koniec świata?
Chciałam się przekonać, czy jestem w stanie ze sobą wytrzymać, czy się lubię i jak poradzę sobie sama. Traktowałam ten wyjazd jak swojego rodzaju sprawdzian. To był mój czas. Mogłam robić dokładnie to, co chcę, nikt na mnie nie wpływał, do nikogo się nie dostosowywałam. Jestem towarzyska, lubię przebywać z ludźmi, dlatego raz na jakiś czas szukam równowagi podczas takich samotnych wyjazdów. I wiesz co? Potrafię się ze sobą spotkać, choć nie są to często spotkania przyjemne.

Rozmawiał: Kuba Zajkowski

REKLAMA